7 powodów, dla których warto wybrać się samemu w podróż

Wracam dziś do Was po przerwie. Pochłonęła mnie trzytygodniowa wycieczka do Wietnamu i na północ Tajlandii. W następnym tygodniu podzielę się z Wami moją podróżą. Wrażeniami oraz radami. Natomiast ten artykuł będzie nieco inny. Chciałabym pokazać Wam moim subiektywnym okiem, jak wygląda podróżowanie samemu. Celowo używam słowa „samemu”, a nie „samotne”. To drugie według mnie ma nieco negatywny wydźwięk, kojarzący się z odludkiem, nierozmawiającym z ludźmi, zdanym tylko na siebie. Tymczasem samodzielna podróż to niesamowita przygoda, otwierająca umysł, pozwalająca zawrzeć ciekawe relacje.

Moja pierwsza podróż w pojedynkę odbyła się do Azji. Wiele osób dziwiło się, jak jedna dziewczyna może pojechać sama, tak daleko. Nie mówiąc o tym, co niektórzy sobie myśleli o moim pomyśle rzucenia pracy i pojechania tam, gdzie oczy poniosą. I w dodatku po 30 roku życia! Kiedy czas na rozwój zawodowy i zakładanie rodziny :)

Wracając do meritum. Oczywiście ten sposób podróżowania jest coraz bardziej popularny, jednak wciąż istnieje wiele obaw i mitów na ten temat. Jedni reagują strachem, inni mówią „ale jesteś odważna, ja bym tak nie mogła!”. Tymczasem naprawdę każdy może i co więcej, jestem przekonana, że każdy powinien w taką podróż się udać.

I wcale nie myślę, że trzeba rzucać pracę, wyjechać gdzieś mega daleko i na bardzo długo. Nie każdy ma czas, środki albo najzwyczajniej w świecie potrzebę skakania na głęboką wodę. Natomiast, na bazie moich doświadczeń głęboko wierzę, że taka wycieczka, nawet kilkudniowa i niekoniecznie daleka, wniesie w życie wiele wartości. Może być rodzajem terapii, podnoszenia poczucia własnej sprawczości, przełamania barier w rozmawianiu z obcymi. Czasem w innym języku.

Dziś powiem Wam, czego się nauczyłam i wciąż uczę. Co daje mi bycie samodzielną w podróży.

1. Nowe znajomości

IMG_7963jpeg

Tak! Podróżując samemu lub w małym gronie – na własną rękę, nigdy nie jest się samemu. Brzmi nieco przewrotnie, ale naprawdę czasem muszę się dobrze postarać, aby spędzić czas sama ze sobą. Kiedy zaczynamy przemieszczać się samodzielnie, zdajemy sobie sprawę, jak wiele osób tak robi! Co rusz spotkamy kogoś w autobusie czy pociągu. Nie mówiąc o hostelach, które roją się od osób takich jak my.

Na początku trochę się wstydziłam. Jak zacząć rozmawiać? Czy to nie głupio?

Jak ja się teraz z tego śmieję. Po pierwsze, ogrom osób zaczyna rozmowę, zanim ja nawet zdążę pomyśleć, a po drugie nie ma czegoś takiego jak „nie wypada”. Kocham Polskę całym sercem, ale w kwestii nawiązywania kontaktów to my orłami nie jesteśmy. Wstydzimy się, nie wiemy co zrobić, boimy się, że ktoś pomyśli, że to w celach randkowych. Natomiast tu nauczyłam się, że fajnie jest po prostu pogadać z ludźmi. Czasem wypić kawę, piwo, a niekiedy wybrać się na wspólną wycieczkę. I wcale nie musi to oznaczać amorów :)

Do tej pory poznałam ogrom ciekawych osób z całego świata. Niektórych nadal spotykam gdzieś na swojej drodze. Wymieniamy się informacjami na Instagramie, radzimy sobie, polecamy miejsca. Nowi ludzie to nowe kultury, zwyczaje i poglądy, czyli….

2. Inna perspektywa

IMG_0951 2jpg

Chyba z racji mojego zawodu – psychoterapeuty uważałam, że znam ludzi. Wiedziałam mniej więcej czego się po nich spodziewać, jak rozmawiać. Ach jakże się zdziwiłam, gdy zaczęłam moje podróże. Może zabrzmi to trywialnie i prosto, ale inne kultury są naprawdę inne. Osoby z odmiennych kontynentów niekiedy myślą inaczej, wychowały się na innych książkach i filmach, wyznają przeróżne wiary, inaczej się ubierają, mają inne zasady i poglądy. Oprócz zwiedzania nowych zakątków, chyba to jest najbardziej fascynujące dla mnie. Poznawanie ludzi. Dowiadywanie się jak myślą i dlaczego.

Jaka jest tego wartość? Moje myślenie jest szersze, jestem otwarta na każdą dyskusję i stałam się mniej „wiedząca”. Uwielbiam się zadziwiać, nie zakładać niczego z góry! Wiem, jak wyglądają wesela na Filipinach, jak to jest pracować w barze w Indonezji. Poznałam historię chłopaka, który w wieku 18 lat wyjechał z Indii do Australii, ponieważ jego rodzina była zbyt radykalnie muzułmańska. Zadziwił mnie Brazylijczyk podróżujący już 8 lat oraz 18- letnia młodziutka Niemka, która ma w sobie więcej odwagi i refleksji, niż niejeden dorosły. Wzbogaciłam swoją wiedzę na temat kultury żydowskiej, kiedy poznałam chłopaka z Izraela o imieniu Israel. Nie oceniam prostytucji szerzącej się w Tajlandii, bo teraz już wiem jak głęboki i wielowarstwowy jest to problem. Przykładów mam tysiące! To wszystko kształtuje mnie jako człowieka, wzbogaca moją wiedzę i doświadczenie.

Żeby nie było. Nie zawsze jest łatwo. Czasem ciężko być w towarzystwie osoby z Chin, która w kółko odchrząkuje flegmę i wypluwa, bo tam to jest normalne. Albo tłumaczyć kilka razy, mężczyznom z pewnych państw, że nie jestem zainteresowana randką.

3. Przekraczanie własnych granic i strachów

IMG_4960jpeg

Kiedy wysiadłam z promu na wyspie Koh Phangan było już ciemno. Miałam adres miejsca, w którym zaczynałam wolontariat. Ze średnio działającym Internetem złapałam tuk tuka. Pan powiedział: „oczywiście, zbierzemy innych ludzi i pojedziemy tam”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że Tajowie na większość pytań odpowiadają „tak” oraz że mają dość średnią orientację w terenie. Po 15 minutach jazdy zorientowałam się, że jedziemy w kompletnie inną stronę. Zatrzymałam Pana i pokazałam na mapie, że coś nie gra. Pan podrapał się po głowie i powiedział, że myślał, że to gdzie indziej i że on tam nie pojedzie. Zdecydowałam, że w takim razie to ja zostaję i spróbuję złapać taksówkę. Tym sposobem zostałam sama, w ciemnym miejscu, bez ludzi i w ogóle bez niczego. Miałam moment, że chciałam się rozpłakać. Byłam po 12 godzinach podróży, sama w obcym miejscu, a ulicą nie przejeżdżało kompletnie nic. Dodam, że to był początek mojej azjatyckiej podróży, nie byłam jeszcze taka pro.

Oczywiście wzięłam się w końcu w garść, złapałam stopa i przemiły Taj podwiózł mnie na miejsce, nie prosząc o pieniądze.

W podróży zawsze będą gorsze momenty. Samotności, choroby lub strachu. Zadziwić się jednak można ile siły, odwagi i determinacji można w sobie mieć. To naprawdę wspaniałe uczucie. Potem wiesz, że możesz wszystko. Nie tylko w podróży.

4. Robisz to, co chcesz!

IMG_4512jpeg

„Ja też bym tak chciała”, ile razy ja to słyszałam. Każdy chciałby być panem swojego czasu i życia, ale większość z nas myśli, że się nie da. Wpadamy w jakieś schematy, pułapki tego samego myślenia. Oczywiście, kiedy ma się rodzinę i dzieci no to nie zawsze można wszystko i czas jest dzielony. Jednak ja to zdanie słyszę od młodych osób, które nie mają takich zobowiązań. Ciężko jest wyjść ze strefy komfortu i spróbować zrobić coś samemu. Niby by się chciało, ale to jednak coś nowego. Trzeba zaplanować, zorganizować czas. Ta ogromna wolność to z jednej strony pokusa, a z drugiej strony niełatwe zadanie. Zająć się sobą.

5. Czas na pobycie z samym sobą, refleksja

IMG_4885jpeg

Nie ma siły, aby w trakcie podróży nie mieć różnych przemyśleń. Czy to przemieszczając się, czy patrząc na piękny widok. Dla mnie to czas refleksji, spotkania ze sobą, przemyślenia ważnych spraw. Przyjrzenia się tym nowym, które wpadły w trakcie. Nie zawsze jest to łatwe, natomiast bardzo rozwijające. Po każdej wycieczce wracam jako nieco inny człowiek. Może nieskromnie mówiąc, ale mądrzejszy :)

6. Już wiem, że nie jestem za stara!

Tadaaaam! Z Polski wyjeżdżałam z przekonaniem, że chyba coś mi odbiło. Szybko jednak przekonałam się, że ludzie podróżują w każdym wieku. Długo, krótko, rzucają pracę, albo i nie, młodzi, dużo starsi. KAŻDY. Co więcej, integrują się ze sobą niezależnie od płci, wieku i religii. Uwielbiam ten stan, kiedy idziemy do baru z nowo poznanymi ludźmi i jesteśmy takim miksem, że w „normalnym” życiu byłoby to nie do pomyślenia.

IMG_4653jpeg

7. Musisz się dogadać

Jeśli pojedziecie za granicę, to zawsze na początku jest trudno. I wierzcie mi, to wcale nie zależy od poziomu angielskiego czy innego języka. Nie raz widziałam takich co świetnie znali język, a się wstydzili. Kiedy wyjeżdżałam z koleżankami, zawsze zostawałam z tyłu i pozwalałam innym na załatwianie spraw. Dopiero podczas samodzielnej podróży zostałam „zmuszona” do gadania. I wiecie co? To najlepsza lekcja angielskiego w życiu.


Macie ochotę za tydzień na artykuł o bezpieczeństwie w podróży?


Artykuł by Ola, Instagram world_of_ola